Rozdział z dedykacją dla mojej BFF, RainbowBolt :) Dzięx za motywacje do pisania ;)
~
Tym razem to Gryfonka wytrzeszczyła oczy.
-Że...CO?!
-Kocham cię! Kocham i zawsze będę kochał!- Ślizgon podszedł do Szatynki i złapał ją za rękę. -Powiedz że ty też! Powiedz że coś do mnie czujesz!
-Malfoy, lepiej się stąd wynoś, zanim moja pięść wyląduje na twojej arystokratycznej buźce!- Teraz Rudzielec dołączył się do kłótni.
-Dracusiu, skarbie...chodźmy już- Pansy próbowała odciągnąć stalowookiego od Miony, lecz nieskutecznie.
-Zostaw mnie Parkinson!-wrzasnął Malfoy- Po między nami nigdy nic nie było, i nigdy nie będzie! Moje serce należy tylko do Hermiony!
-mam dość!- Gryfonka krzyknęła tak głośno że wszyscy nagle ucichli i spojrzeli na nią z przerażeniem.
-Ron, idziemy!- zakomenderowała i ciągnąc rudzielca za sobą wyszła z przedziału. Ślizgon stał w miejscu.
-Pansy...
-Tak, Smoczusiu? -Parkinson spojrzała na niego maślanymi oczami.
-Czemu ona mnie nie chce?
Ślizgonce szczęka opadła ze zdziwienia. Coś jest nie tak. Miał kochać ją!
-Bo jej nienawidzisz! Przez te wszystkie lata dokuczaliście sobie! NIENAWIDZICIE SIĘ ROZUMIESZ?!
-NIE ROZUMIESZ MNIE PANSY! - Teraz to Malfoy zaczął się denerwować - ja...ją KOCHAM!
-ty...ty! Jak możesz! - W oczach Ślizgonki zaszkliły się łzy. Podbiegła do drzwi pociągu i otworzyła je z zamachem. Pociąg właśnie stawał. Szybko złapała walizkę i wyskoczyła z pociągu. Draco stał i patrzył się na otwarte drzwi. Dziwnie kręciło mu się w głowie, a widok miał lekko zamglony. Wszystko było jakieś...szare. Tylko ta Gryfonka...Granger była kolorowa i świeciła jak gwiazda. To było dziwne uczucie...Nagle widok zasłoniła mu burza kasztanowych loków. Nie wyglądały jak by trzasnął je piorun, jak na pierwszych rocznikach, lecz były perfekcyjnie ułożone. Tak cudne...I wtedy ona się odwróciła. Te oczy. Prześladowały go w snach. Migotały w nich iskierki radości, gdy go widziała...ale to tylko sny. Marzenia. Teraz w jej oczach widział tylko obrzydzenie. Gardziła nim. Nienawidziła go. Gdzieś w jego głowie kołatała się samotna myśl, że robi źle. Że to nie tak powinno wyglądać. Podbiegł do niej i obrócił jej głowę tak, żeby patrzyła mu prosto w oczy.
-Wiem że mnie nienawidzisz. Wiem co ci robiłem. Ale błagam...wybacz...daj mi szansę.
W oczach Granger było widać niepewność, ale po chwili potrząsnęła głową.
-Malfoy, nie wiem w co ty grasz, ale nie uda ci się to. Znam ciebie. Śmierciożercy się nie zmieniają.
-ale...
-NIE! -powiedziała szatynka i wyszła z pociągu. Coś jest nie tak, i ona dowie się co!
wtorek, 30 września 2014
poniedziałek, 29 września 2014
"kocham cię ponad życie"
Hermiona przechadzała się po pociągu. Rok zaczynał się znakomicie! Nic nie wskazywało na to żeby cokolwiek miało się stać. Pokonali Voldemorta. Wyjrzała za okno. Słońce ogrzewało jej twarz, a delikatny podmuch wiatru orzeźwiał ją. Tak cudownej chwili nie przeżyła od dawna. Było idealnie...
-Po czymś takim to on się nie pozbiera!-z zamysłu wyrwał Hermionę głos dochodzący z przedziału obok.Ostrożnie zajrzała do środka. Siedziała tam Pansy Parkinson i mrucząc coś do siebie, gotowała...eliksir. Hermionę zamurowało.
-Eliksir...w pociągu...-szepnęła Hermiona, i dopiero po chwili zrozumiała że trzeba działać. Podbiegła do Ślizgonki i odciągnęła od niej kociołek.
-Witam panno Parkinson, jak mija dzień?-syknęła Gryfonka. Pansy popatrzyła na nią ze zdziwieniem, które po sekundzie przekształciło się we wściekłość, a następnie w smutek.
-H...Hermionoo!-załkała-p...proszę pozwól mi...pozwól dokończyyy...yć eliksiiiiir!-Szatynka popatrzyła na nią ze zdziwieniem, ale i z odrobiną współczucia.
-Co się stało, Pansy?
-Mój w...wójek jest tak baaaardzo choory! pomóż m...miiiiii!
Prefekt naczelna zamyśliła się. To nie mogła być prawda. Przecież przed chwilą Ślizgonka miała się świetnie...ale teraz...może jednak naprawdę coś się stało. Westchnęła i popatrzyła Pansy w oczy. Wyglądała na naprawdę załamaną.
-Dobrze, powiedz co mam zrobić?
Parkinson natychmiast się rozpromieniła i krzyknęła wieszając się na Hermionie- Dziękuję! Nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna! mogła byś dodać te składniki do eliksiru? - wepchnęła Gryfonce kilka skórek pomarańczy do ręki - potem zamieszaj dwa razy w prawo! - powiedziała wychodząc z przedziału.
Miona niewiele myśląc wrzuciła składniki i zamieszała. Pachniał cudownie...mieszała się w nim woń świeżego pergaminu i...nagle odskoczyła od kociołka jak oparzona. Co ona zrobiła! To równie dobrze mógłby być Wywar Żywej Śmierci! Przerażona spojrzała na kociołek. Co ona tam dodała...skórki pomarańczy. To pasowało do wielu eliksirów. Może to Eliksir Zapomnienia, albo...
-Dzięki Hermi!-krzyknęła Pansy już z kociołkiem w rękach chcąc wyjść z przedziału
-Czekaj!
-Tak?
-Co to jest?
-Eliksir.
-Tyle to ja wiem, ale pytam się CO to za eliksir.
-Nie mam pojęcia- mruknęła - jakieś lekarstwo czy coś
-niee wiesz co dasz wujkowi?!
-Jakiemu wujkowi?-Zapytała Pansy z ironicznym uśmieszkiem i uciekła.
Mogłam się tego domyślić!-pomyślała- To Ślizgonka! Ciekawe co zaplanowała...lepiej dołączę do reszty i wtedy nad tym pomyślę. Niedługo będziemy w Hogwarcie. Wybiegła na korytarz i pobiegła do przedziału. Nie przebiegła jednak kilku kroków, gdy naglę jak spod ziemi wyrosła przed nią pewna sylwetka. Jako że akurat była pogrążona we własnych myślach nie zauważyła danej osoby i zderzyła się z nią upadając na ziemię.
-Uważaj jak chodzisz!-Warknęła postać otrzepując się
Hermiona popatrzyła do góry i zobaczyła...
-Malfoy! -krzyknęła zrywając się na równe nogi -można wiedzieć czemu mnie taranujesz?!
-Ja nic nie robię! To ty się na mnie pchasz, szlamo!
-nie mam teraz czasu na arystokratycznych dupków.- syknęła i wyminęła go.
Miała go kompletnie dość. Niestety dokładnie w momencie kiedy tleniony odwrócił się ze swoim złośliwym uśmieszkiem, pociąg zatrzymał się nagle i Smok dosłownie runął na Gryfonkę. Hermiona zdążyła tylko pisnąć i nagle w pociągu zgasło światło. Poczuła na sobie czyjeś ciało i wtedy nagle usłyszała "Lumos!" i cały przedział się rozświetlił. odwróciła minimalnie głowę i ujrzała twarz przerażonego Rona. Już chciała zapytać czy wie co się stało kiedy nagle zrozumiała na co patrzy się Ron z rozdziawionymi ustami. Bardzo, bardzo powoli odwróciła głowę i zabaczyła że dosłownie milimetr od jej twarzy znajduje się twarz Ślizgona. Mało tego leżała na jego ręce tak więc wyglądało to jakby się całowali. Natychmiast zrzuciła go z siebie i podbiegła do rudego.
-Ty...On...Wy...ale przecież...-Wiewiór nie mógł wydusić słowa
-Nie- ucięła krótko-spadł na mnie kiedy zgasło światło.
Nagle do Dracona doskoczyła Pansy i wepchnęła mu do ust kilka czekoladek.
-Pyszne prawda?- zaświergotała - sama zrobiłam
Dracon spojrzał na nią jak na wariatkę po czym wybałuszył oczy i spojrzał na Mionę.
-Co się tak gapisz?- Warknęła
Draco stał nadal z otwartymi ustami po czym wyszeptał
-kocham cię ponad życie
~
Liczę na to że się podoba :)
-Po czymś takim to on się nie pozbiera!-z zamysłu wyrwał Hermionę głos dochodzący z przedziału obok.Ostrożnie zajrzała do środka. Siedziała tam Pansy Parkinson i mrucząc coś do siebie, gotowała...eliksir. Hermionę zamurowało.
-Eliksir...w pociągu...-szepnęła Hermiona, i dopiero po chwili zrozumiała że trzeba działać. Podbiegła do Ślizgonki i odciągnęła od niej kociołek.
-Witam panno Parkinson, jak mija dzień?-syknęła Gryfonka. Pansy popatrzyła na nią ze zdziwieniem, które po sekundzie przekształciło się we wściekłość, a następnie w smutek.
-H...Hermionoo!-załkała-p...proszę pozwól mi...pozwól dokończyyy...yć eliksiiiiir!-Szatynka popatrzyła na nią ze zdziwieniem, ale i z odrobiną współczucia.
-Co się stało, Pansy?
-Mój w...wójek jest tak baaaardzo choory! pomóż m...miiiiii!
Prefekt naczelna zamyśliła się. To nie mogła być prawda. Przecież przed chwilą Ślizgonka miała się świetnie...ale teraz...może jednak naprawdę coś się stało. Westchnęła i popatrzyła Pansy w oczy. Wyglądała na naprawdę załamaną.
-Dobrze, powiedz co mam zrobić?
Parkinson natychmiast się rozpromieniła i krzyknęła wieszając się na Hermionie- Dziękuję! Nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna! mogła byś dodać te składniki do eliksiru? - wepchnęła Gryfonce kilka skórek pomarańczy do ręki - potem zamieszaj dwa razy w prawo! - powiedziała wychodząc z przedziału.
Miona niewiele myśląc wrzuciła składniki i zamieszała. Pachniał cudownie...mieszała się w nim woń świeżego pergaminu i...nagle odskoczyła od kociołka jak oparzona. Co ona zrobiła! To równie dobrze mógłby być Wywar Żywej Śmierci! Przerażona spojrzała na kociołek. Co ona tam dodała...skórki pomarańczy. To pasowało do wielu eliksirów. Może to Eliksir Zapomnienia, albo...
-Dzięki Hermi!-krzyknęła Pansy już z kociołkiem w rękach chcąc wyjść z przedziału
-Czekaj!
-Tak?
-Co to jest?
-Eliksir.
-Tyle to ja wiem, ale pytam się CO to za eliksir.
-Nie mam pojęcia- mruknęła - jakieś lekarstwo czy coś
-niee wiesz co dasz wujkowi?!
-Jakiemu wujkowi?-Zapytała Pansy z ironicznym uśmieszkiem i uciekła.
Mogłam się tego domyślić!-pomyślała- To Ślizgonka! Ciekawe co zaplanowała...lepiej dołączę do reszty i wtedy nad tym pomyślę. Niedługo będziemy w Hogwarcie. Wybiegła na korytarz i pobiegła do przedziału. Nie przebiegła jednak kilku kroków, gdy naglę jak spod ziemi wyrosła przed nią pewna sylwetka. Jako że akurat była pogrążona we własnych myślach nie zauważyła danej osoby i zderzyła się z nią upadając na ziemię.
-Uważaj jak chodzisz!-Warknęła postać otrzepując się
Hermiona popatrzyła do góry i zobaczyła...
-Malfoy! -krzyknęła zrywając się na równe nogi -można wiedzieć czemu mnie taranujesz?!
-Ja nic nie robię! To ty się na mnie pchasz, szlamo!
-nie mam teraz czasu na arystokratycznych dupków.- syknęła i wyminęła go.
Miała go kompletnie dość. Niestety dokładnie w momencie kiedy tleniony odwrócił się ze swoim złośliwym uśmieszkiem, pociąg zatrzymał się nagle i Smok dosłownie runął na Gryfonkę. Hermiona zdążyła tylko pisnąć i nagle w pociągu zgasło światło. Poczuła na sobie czyjeś ciało i wtedy nagle usłyszała "Lumos!" i cały przedział się rozświetlił. odwróciła minimalnie głowę i ujrzała twarz przerażonego Rona. Już chciała zapytać czy wie co się stało kiedy nagle zrozumiała na co patrzy się Ron z rozdziawionymi ustami. Bardzo, bardzo powoli odwróciła głowę i zabaczyła że dosłownie milimetr od jej twarzy znajduje się twarz Ślizgona. Mało tego leżała na jego ręce tak więc wyglądało to jakby się całowali. Natychmiast zrzuciła go z siebie i podbiegła do rudego.
-Ty...On...Wy...ale przecież...-Wiewiór nie mógł wydusić słowa
-Nie- ucięła krótko-spadł na mnie kiedy zgasło światło.
Nagle do Dracona doskoczyła Pansy i wepchnęła mu do ust kilka czekoladek.
-Pyszne prawda?- zaświergotała - sama zrobiłam
Dracon spojrzał na nią jak na wariatkę po czym wybałuszył oczy i spojrzał na Mionę.
-Co się tak gapisz?- Warknęła
Draco stał nadal z otwartymi ustami po czym wyszeptał
-kocham cię ponad życie
~
Liczę na to że się podoba :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)