poniedziałek, 15 grudnia 2014

zakład cz.2

"Czy on powiedział...SKARBIE?! O nie, nie, nie. Hermiono Jean Granger! Zdecydowanie za dużo sobie wyobrażasz!" skarciła się w myślach szatynka.
-echem... Malfoy, to ja, Granger.-uświadomiła mu wciąż lekko zarumieniona.
-widzę, widzę kotku-powiedział blondyn i uśmiechnął się szelmowsko. Miał mało czasu, a więc trzeba postawić wszystko na jedną kartę.
Miona stanęła jak wryta. Kotku. Powiedział do niej kotku! To zdecydowanie nie jest normalne. - tak pomyślałaby Gryfonka kiedyś, ale dziś...dziś po prostu nie dowierzała swojemu szczęściu. Co z tego że się mną zabawi, a później rzuci! Co z tego, że to zupełnie "Nie Malfoy'owskie" zachowanie! Teraz chciała rozkoszować się tą chwilą, póki trwa.
-cześć- prawie szepnęła i zarumieniła się jeszcze bardziej. Czemu on musiał być taki cudowny?!
-co taka cicha, moja lwico?- mruknął jej do ucha, lekko muskając je ustami.Wstrząsnęło nią, i lekko się odsunęła. No co jak co, ale to już było dziwne!
-Co ty robisz, Draco? - oczywiście, najpierw powiedziała, potem pomyślała.
-Ja to co? - szepnął uwodzicielsko- Twój DRACO właśnie okazuje ci swą miłość.- powiedział z wyraźnym akcentem na swoje imię.
-lekko uśmiechnęła się zawstydzona. Jak mogła nazwać go Draco?! Przecież to Malfoy, Malfoy, Malfoy, Malfoy, Malfo...
-czy...czy ty powiedziałeś...?-sens jego słów powoli zaczął do niej docierać.
-tak.- uciął krótko i oschle, ale już po chwili stał tuż przy niej i lekko obejmował ją ramieniem.
-Powiedz mi, ślicznotko, od kiedy masz takie piękne usta...?- mruknął sam do siebie, ale słowa te do niej dotarły, i (znów) się zarumieniła. Powinna się opanować. W co on gra? No bo przecież to niemożliwe żeby...
a rozmyślań wyrwały ją jego usta. Nie mogła się poruszyć. Czy on ją właśnie pocałował?
Nagle ta scena przerwała się. Blondyn puścił ją i spojrzał jej prosto w oczy -Do zobaczenia na balu Bożonarodzeniowym- powiedział po czym odszedł.
Gryfonka powoli analizowała sytuację. Nie, to nie był pocałunek. On tylko lekko musnął jej warki. No ale zawsze coś...I co on powiedział? Do zobaczenia na Balu Bożonarodzeniowym? Przecież do niego zostały jeszcze ponad dwa tygodnie! No chyba, że tym chciał jej coś przekazać, na przykład...
-że chce iść ze mną na bal!-ostatnie zdanie nieświadomie powiedziała na głos, gdy nagle zza zakrętu wyłonił się Ron.
-Cześć, Miona! - zerwali ze sobą, ale nadal byli przyjaciółmi, ponieważ okazało się, że Ron udawał miłość żeby nie zrobić dziewczynie przykrości, a Hermiona udawała miłość aby nie robić przykrości Ronowi. Gdy wszystko się wydało, po prostu roześmiali się. Wiąż byli najlepszymi przyjaciółmi.
-o! e....cześć, Ron!- Odpowiedziała z lekkim opóźnieniem.
-Coś przed chwilą mówiłaś, że ktoś chce iść z tobą na Bal. O kogo chodzi? Czyżby o Harry'ego? - Zaśmiał się wesoło.
-Nie, no co ty- odruchowo sama się uśmiechnęła.
-A więc...?
-Oj, nie ważne- Zachichotała
-I tak się dowiem!- Pogroził i odeszli do dorminatorium. Dopiero przy portrecie Grubej Damy Szatynka przypomniała sobie o tym że jej patrol wciąż trwa, i zbiegła na dół. A przynajmniej chciała zbiec.
                                                                            *
Wiedział że musi udawać bardzo zakochanego, ale to nie było na jego siły. O Salzarze, jak on tej szlamy nienawidził! A kiedy palnął o tej miłości...Ledwo się powstrzymał od walnięcia tej Granger w twarz.
Jeszcze dwa tygodnie, mruczał pod nosem. Normalnie, powiedziałby Diabłowi żeby się wypchał z tym swoim zakładem, ale tu chodziło o sprawę honoru. Zakład to zakład. Tak jak dla Gryfonów rzeczą świętą jest przysięga, tak dla Ślizgonów - zakłady. Kopnął w fotel stojący obok niego, a ten przewrócił się z hukiem. Jeszcze przez chwilę w pokoju roznosiło się echo. Chyba nawet przez trochę zbyt długą chwilę. Wschłuchał się w ten głuchy łoskot. To już nie było echo. Stał tak jeszcze chwilę, gdy nagle ciszę przerwał przeraźliwy krzyk. Przeszedł go dreszcz. Znał ten głos bardzo dobrze. Bez chwili wahania wybiegł na korytarz, po czym popędził w stronę z której dochodził głos. Przez chwilę bał się o nią, ale nagle zatrzymał się. Po co ja biegnę po tą Granger?! Odpowiedź nasunęła się sama. Żeby pokazać że mu na niej "zależy". Zrobił jeszcze dwa kroki, ale potknął się o coś. Cudem utrzymał równowagę, i ze złością obejrzał się za siebie. Kto rozrzuca rzeczy tak gdzie popadnie. Nagle wyraz jego twarzy zmienił się diametralnie. Nie mógł się poruszyć. Tuż przed jego nogami leżała Hermiona z całkowicie zmasakrowaną głową. Parę kości wystawało na zewnątrz. W końcu zrozumiał że musi pójść po pomoc. Wybiegł na korytarz i prawie odrazu wpadł na profesor Mc'Gonnagal.
-pani... Profesor... Hermiona... Schody... Pomoc- wydyszał.
-Panie Malfoy, proszę się uspokoić i powiedzieć o co panu chodzi.
-nie ma czasu!- ślizgon pufnął niezadowolony, i pociągnął profesor za sobą. Gdy stanął Mc'Gonnagal spojrzała na niego oburzona.
-panie Malfoy! Cuż to za grubiańskie zacho...-zauważyła ją leżącą na ziemi.
- o mój Boże... Trzeba ją natychmiast zabrać do skrzydła szpitalnego!- wyjęła różdżkę i za pomocą zaklęcia podniosła ranną i zabrała ją do skrzydła. Przed drzwiami blondyn zawrócił w stronę swojego dormitorium. Po co miały tam siedzieć?
                                  *
po tygodniu Gryfonka w końcu wybudziła się ze śpiączki. Lekko uchyliła oczy, ale odrazu je zamknęła, ponieważ raziło ją światło. Jedyne co zdążyła zauważyć, to jasne bląd włosy.
-Draco- szepnęła. Postać odwróciła się i złapała ją za rękę.
-Mionko, wreszcie się obudziłaś.
-Ile byłam w śpiączce? - Zapytała z drżeniem serca.
-dwa tygodnie - powiedział, i owinął sobie jej loka dookoła palca. -Kocham cię, skarbie.
-ja ciebie też -ledwo wydusiła. Wszystko ją bolało. -Nie odchodź- jęknęła.
-nie zamierzam.
                                      ~
heeej! Gdzie się wszyscy podziali? Było was tak dużo, a teraz...?
~Monne

poniedziałek, 27 października 2014

jest tu kto?

wchodzi tu ktoś jeszcze?



Jeśli tak, to dajcie jakiś znak życia, prooooszę












następna część miniaturki już się robi ;)

wtorek, 21 października 2014

Post jubileuszowy~100 wejść!!! (+niespodzianka ;) )

ojej! Mam już całe 100 wejść! :) Dziękuję wam wszystkim za to że jesteście, czytacie i doceniacie. O lepszych czytelnikach nawet nie marzyłam. Z tej okazji...miniaturka! Postanowiłam spróbować tradycyjnego schematu z zakładem. Zobaczymy jak wyjdzie ;) Bardzo proszę o komentarze z waszym zdaniem o miniaturkach! To od was będzie zależało czy miniaturek będzie więcej :3 nie zanudzam więcej: zapraszam do czytania!
                                                                               ~
-Każda dziewczyna na mnie leci, diable! Każda!
-Jaaasne. Już ci wierzę...
-No to zobaczymy! Podaj chociaż jeden przykład dziewczyny której się nie podobam!
Pomieszczenie rozświetlało nikłe, zielonkawe światło. Kominek stał zgaszony a na fotelu siedział przystojny brunet i patrzył się na swojego przyjaciela z rozbawieniem. Ten z kolei chodził w kółko po całym pomieszczeniu wrzeszcząc na całe gardło.
-No, no! Smoku! Tylko spokojnie!- Blaise Zabini który siedział na przed kominkiem zrobił przerażoną minę, ale po chwili wybuchnął śmiechem-kto by pomyślał że to cię tak wkurzy!
-Żadna dziewczyna, ŻADNA jeszcze nie oparła się mi!
-Ktoś tu kłamie!- zanucił cicho Zabini.
-PRZYKŁAD!
Blaise uśmiechnął się złośliwie - Taka na przykład Mionka...
Malfoy stanął jak wryty. Faktycznie. O niej nie pomyślał.
-To tylko kwestia czasu- Warknął.
-Zakład? - Diabeł szybko wystawił rękę do przodu.
-Zakład - Blondyn uścisnął ją.
Brunet uśmiechnął się chytrze i ruszył w stronę drzwi, ale tuż przed nimi odwrócił się i krzyknął
-Masz czas do Bożego Narodzenia!
Draco przewrócił oczami i wszedł do swojego prywatnego dormitorium które przysługiwało mu jako prefektowi. Zamknął drzwi i położył się na łóżku. Leżał tak przez chwilę i nagle poderwał się do góry. Co on zrobił?! Ma poderwać Hermionę Granger w dwa tygodnie?! Przecież to jego wróg numer #2 (pierwszy jest Potter)! Ale po chwili gdy już trochę ochłonął stanął i zaczął się zastanawiać. Dlaczego jej nienawidzi? Bo to przyjaciółka Pottera i jest Gryfonką i szlamą i...i to było wszystko. Była piękna. To fakt. Jej charakter urzekł go kiedy ją poznał, a głupia na pewno nie była. Podsumowując: Nie miała żadnych wad przeszkadzających w normalnym funkcjonowaniu...Potrząsnął głową. O czym on myśli! Czy właśnie rozważał zostanie chłopakiem Granger?! To się nigdy nie stanie! Musi tylko wygrać zakład. A później wynosi się z tego miejsca. Na zawsze.
                                                                       ~
W pokoju wspólnym Gryffindoru promienie słońca tańczyły po dywanie. W kominku delikatnie tlił się ogień, a na szkarłatnych fotelach siedziały Dwie dziewczyny śmiejąc się do rozpuku płuc.
-Naprawdę? Seamus? Nie wieżę!- Wydusiła siedząca po prawej Hermiona.
-Ale to same fakty! Kiedy w końcu udało mu się wyjąć tą żabę, Neville nie chciał jej wziąć! Musiał ją najpierw umyć chyba ze sto razy żeby zgodził się jej chociaż dotknąć!- Ginny przybrała bardzo poważną minę i starała się zdusić śmiech.
-Biedny Neville- Zachichotała Herm.
-No dobra, u mnie to tyle. A ty?
-Na mnie nikt nie leci - mruknęła
-Niemożliwe! Ron gada o tobie cały czas! A na pewno jest ktoś jeszcze!
 -Może Ron o mnie gada, ale mnie on nie interesuje. A jeśli chodzi o innych to...- Nagle brązowooka zawahała się.
-A jednak! - krzyknęła triumfalnie ruda - No mów, który ci się podoba?
-Uchm...no więc...- Prefekt naczelna zarumieniła się - Ginny, przysięgasz że nikomu nie powiesz?
-Oczywiście!- Weasley'ówna ach pisnęła z podniecenia.
-Malfoy - Szepnęła Hermiona
-Że CO?!
-Ciii! Bo cały zamek się zleci - Granger wściekle zarumieniona rozglądała się na boki.
-Ojej! Miona! To cudownie!
-Naprawdę tak myślisz?
-Oczywiście! Może kiedy zaczniesz z nim chodzić wreszcie zniknie ten mur pomiędzy naszymi domami...
-Mam cię! Tobie też podoba się ktoś stamtąd!
-Zabini - Pisnęła Ginny
-Wiedziałam! Idealnie do siebie pasujecie!
-Tak myślisz?
-Oczywiście!
-Myślisz że kiedyś...?
-Ponoć cuda się zdarzają - Miona uśmiechnęła się - Muszę iść. Patrol.
-Powodzenia z Dracusiem - Wiewióra mrugnąła do niej.
No tak. Patrol miała z Malfoyem. Pobiegła szybko na drugie piętro i omal nie upadła z wrażenia. On tam był. Uśmiechał się do niej.
                                                                              ~
-Echmmm...cześć? - Szatynka mruknęła patrząc się w ziemię
Dracon uśmiechnął się po Ślizgońsku i mruknął - Cześć skarbie
                                                                              ~
Na dzisiaj tyle ;) I jak? Może być?

niedziela, 19 października 2014

"Łamiesz mi serce"

Do wszystkich którzy czytają tego bloga!
Bardzo, bardzo przepraszam za tak długą przerwę, ale nauki jest mnóstwo i naprawdę zapomniałam o tym blogu :( Obiecuję więcej takich przerw nie robić.
Rozdział z dedykacją dla Vanilli - dziękuje że pokazałaś mi że ktoś jeszcze czyta moje wpisy :3
                                                                           ~
Hermiona zamyślona weszła do Wielkiej Sali. Automatycznie podeszła do stołu Gryfonów, usiadła i zaczęła nakładać sobie potrawy, ponieważ spóźniła się już na przemowę dyrektora. Nagle z zamyślenia wyrwał ją czyjś głos.
-Hęmijooono! Gchę y łasz?!(Hermiono! Gdzie ty byłaś?!)- Prawie krzyknął do niej z zapchanymi ustami Ron.
-Ja...ten...trochę się...zagubiłam i...- Gryfonka była trochę zmieszana, ale szczęśliwa że chłopak się o nią martwi.
-Zresztą nieważne! Zobacz tam! - Wskazał na drugą stronę stołu Gryffindoru. - Widzisz tą laskę tam? Genialna nie?
Siedziała tam dziewczyna o długich, blond włosach i morskich oczach. Uśmiechała się do wszystkich życzliwie.
-Przyszła do Hogwaru dopiero w tym roku, ale jest od nas tylko rok młodsza. Jej rodzina przeprowadziła się tu z Holandii.
Brązowookiej ze złości w oczach pojawiły się łzy. Chodzą ze sobą dopiero od niedawna, a on już ogląda się za innymi! Wstała i ruszyła w stronę wyjścia.
-Herm! A ty dokąd?!
Odwróciła się z nadzieją że rudzielec zauważył jak chamsko się zachował, ale to tylko Harry odkleił się od Ginny i Patrzył na Mionę z wyraźnym zaniepokojeniem. Nawet po nim było widać jak bardzo zależy mu na przyjaciółce.
-Już się najadłam. - Gryfonka uśmiechnęła się delikatnie i wyszła z sali.
Niestety najwyraźniej nie było jej dane odpocząć chociaż chwilę.
-A ty dokąd?
Tak. To znowu on. Ten natrętny, egoistyczny, arystokratyczny i...zakochany w niej Malfoy. Miała już tego dość! Ślizgoni nie zakochują się w Gryfonkach! A już w szczególności on.
-Jak cudnie dziś pachniesz, aniele. Nowe perfumy?
-Och, weź daj mi spokój Malfo...-urwała.
Zapach. Coś jej zaczęło świtać.Eliksir który uwarzyła dla Pansy miał bardzo specyficzny zapach...a jeśli dobrze zapamiętała kolor...
-WIEM!!!!!- krzyknęła - To takie oczywiste! Jak mogłam na to nie wpaść wcześniej?!
Ślizgon zaskoczony odskoczył do tyłu, ale po chwili na jego twarzy znów pojawił się ten Ślizgoński uśmieszek. Charakter mu się nie zmienił, to było widać.
-Tak? Co znowu wiesz?
-Parkinson podała ci amortencję!
Ślizgon otworzył usta ze zdziwienia. Tak, to prawda. Ostatnio czół się trochę dziwnie...jakby coś w jego głowie krzyczało "Źle robisz! Obudź się!" Ale nie brał tego na poważnie. Przecież ona nie stała się tak nagle przepiękna. Była taka już od paru lat, a jej charakter podobał mu się od zawsze. Była wrażliwa, ale też ognista. Nie widział żadnej zmiany w swoich uczuciach.
-Chyba coś ci się pomieszało, ślicznotko. - Uśmiechnął się drwiąco.
-Nie będę na ciebie patrzeć, dopóki działanie się nieskończy! - powiedziała twardo i odeszła w stronę dorminatoriów.
Dracon pokręcił głową i mruknął
-Łamiesz mi serce...
                                                                            ~
Chyba troszeczkę dłużej, prawda ;) Tak, wiem. Króciutko jak zwykle, ale za to powracam do starego systemu. Rozdziały będą krótkie, ale częste, dlatego myślę że jest OK :)
Jak zawsze przypominam: Jak nie chcesz - nie pisz komentarza. Ale była bym bardzo wdzięczna. Jeśli coś ci się nie podoba (lub na odwrót ;) ) Proszę, poinformuj mnie o tym.

PS. Tak, miona już odkryła że Draco jest pod wpływem amortencji, ale to nie znaczy że uda jej się to zmienić...

wtorek, 30 września 2014

"coś jest nie tak"

 Rozdział z dedykacją dla mojej BFF, RainbowBolt :) Dzięx za motywacje do pisania ;)
                                                                              ~
Tym razem to Gryfonka wytrzeszczyła oczy.
-Że...CO?!
-Kocham cię! Kocham i zawsze będę kochał!- Ślizgon podszedł do Szatynki i złapał ją za rękę. -Powiedz że ty też! Powiedz że coś do mnie czujesz!
-Malfoy, lepiej się stąd wynoś, zanim moja pięść wyląduje na twojej arystokratycznej buźce!- Teraz Rudzielec dołączył się do kłótni.
-Dracusiu, skarbie...chodźmy już- Pansy próbowała odciągnąć stalowookiego od Miony, lecz nieskutecznie.
-Zostaw mnie Parkinson!-wrzasnął Malfoy- Po między nami nigdy nic nie było, i nigdy nie będzie! Moje serce należy tylko do Hermiony!
-mam dość!- Gryfonka krzyknęła tak głośno że wszyscy nagle ucichli i spojrzeli na nią z przerażeniem.
-Ron, idziemy!- zakomenderowała i ciągnąc rudzielca za sobą wyszła z przedziału. Ślizgon stał w miejscu.
-Pansy...
-Tak, Smoczusiu? -Parkinson spojrzała na niego maślanymi oczami.
-Czemu ona mnie nie chce?
Ślizgonce szczęka opadła ze zdziwienia. Coś jest nie tak. Miał kochać ją!
-Bo jej nienawidzisz! Przez te wszystkie lata dokuczaliście sobie! NIENAWIDZICIE SIĘ ROZUMIESZ?!
-NIE ROZUMIESZ MNIE PANSY! - Teraz to Malfoy zaczął się denerwować - ja...ją KOCHAM!
-ty...ty! Jak możesz! - W oczach Ślizgonki zaszkliły się łzy. Podbiegła do drzwi pociągu i otworzyła je z zamachem. Pociąg właśnie stawał. Szybko złapała walizkę i wyskoczyła z pociągu. Draco stał i patrzył się na otwarte drzwi. Dziwnie kręciło mu się w głowie, a widok miał lekko zamglony. Wszystko było jakieś...szare. Tylko ta Gryfonka...Granger była kolorowa i świeciła jak gwiazda. To było dziwne uczucie...Nagle widok zasłoniła mu burza kasztanowych loków. Nie wyglądały jak by trzasnął je piorun, jak na pierwszych rocznikach, lecz były perfekcyjnie ułożone. Tak cudne...I wtedy ona się odwróciła. Te oczy. Prześladowały go w snach. Migotały w nich iskierki radości, gdy go widziała...ale to tylko sny. Marzenia. Teraz w jej oczach widział tylko obrzydzenie. Gardziła nim. Nienawidziła go. Gdzieś w jego głowie kołatała się samotna myśl, że robi źle. Że to nie tak powinno wyglądać. Podbiegł do niej i obrócił jej głowę tak, żeby patrzyła mu prosto w oczy.
-Wiem że mnie nienawidzisz. Wiem co ci robiłem. Ale błagam...wybacz...daj mi szansę.
W oczach Granger było widać niepewność, ale po chwili potrząsnęła głową.
-Malfoy, nie wiem w co ty grasz, ale nie uda ci się to. Znam ciebie. Śmierciożercy się nie zmieniają.
-ale...
-NIE! -powiedziała szatynka i wyszła z pociągu. Coś jest nie tak, i ona dowie się co!

poniedziałek, 29 września 2014

"kocham cię ponad życie"

Hermiona przechadzała się po pociągu. Rok zaczynał się znakomicie! Nic nie wskazywało na to żeby cokolwiek miało się stać. Pokonali Voldemorta. Wyjrzała za okno. Słońce ogrzewało jej twarz, a delikatny podmuch wiatru orzeźwiał ją. Tak cudownej chwili nie przeżyła od dawna. Było idealnie...
-Po czymś takim to on się nie pozbiera!-z zamysłu wyrwał Hermionę głos dochodzący z przedziału obok.Ostrożnie zajrzała do środka. Siedziała tam Pansy Parkinson i mrucząc coś do siebie, gotowała...eliksir. Hermionę zamurowało.
 -Eliksir...w pociągu...-szepnęła Hermiona, i dopiero po chwili zrozumiała że trzeba działać. Podbiegła do Ślizgonki i odciągnęła od niej kociołek.
-Witam panno Parkinson, jak mija dzień?-syknęła Gryfonka. Pansy popatrzyła na nią ze zdziwieniem, które po sekundzie przekształciło się we wściekłość, a następnie w smutek.
-H...Hermionoo!-załkała-p...proszę pozwól mi...pozwól dokończyyy...yć eliksiiiiir!-Szatynka popatrzyła na nią ze zdziwieniem, ale i z odrobiną współczucia.
-Co się stało, Pansy?
-Mój w...wójek jest tak baaaardzo choory! pomóż m...miiiiii!
Prefekt naczelna zamyśliła się. To nie mogła być prawda. Przecież przed chwilą Ślizgonka miała się świetnie...ale teraz...może jednak naprawdę coś się stało. Westchnęła i popatrzyła Pansy w oczy. Wyglądała na naprawdę załamaną.
-Dobrze, powiedz co mam zrobić?
Parkinson natychmiast się rozpromieniła i krzyknęła wieszając się na Hermionie- Dziękuję! Nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna! mogła byś dodać te składniki do eliksiru? - wepchnęła Gryfonce kilka skórek pomarańczy do ręki - potem zamieszaj dwa razy w prawo! - powiedziała wychodząc z przedziału.
Miona niewiele myśląc wrzuciła składniki i zamieszała. Pachniał cudownie...mieszała się w nim woń świeżego pergaminu i...nagle odskoczyła od kociołka jak oparzona. Co ona zrobiła! To równie dobrze mógłby być Wywar Żywej Śmierci! Przerażona spojrzała na kociołek. Co ona tam dodała...skórki pomarańczy. To pasowało do wielu eliksirów. Może to Eliksir Zapomnienia, albo...
-Dzięki Hermi!-krzyknęła Pansy już z kociołkiem w rękach chcąc wyjść z przedziału
-Czekaj!
-Tak?
-Co to jest?
-Eliksir.
-Tyle to ja wiem, ale pytam się CO to za eliksir.
-Nie mam pojęcia- mruknęła - jakieś lekarstwo czy coś
-niee wiesz co dasz wujkowi?!
-Jakiemu wujkowi?-Zapytała Pansy z ironicznym uśmieszkiem i uciekła.
Mogłam się tego domyślić!-pomyślała- To Ślizgonka! Ciekawe co zaplanowała...lepiej dołączę do reszty i wtedy nad tym pomyślę. Niedługo będziemy w Hogwarcie. Wybiegła na korytarz i pobiegła do przedziału. Nie przebiegła jednak kilku kroków, gdy naglę jak spod ziemi wyrosła przed nią pewna sylwetka. Jako że akurat była pogrążona we własnych myślach nie zauważyła danej osoby i zderzyła się z nią upadając na ziemię.
-Uważaj jak chodzisz!-Warknęła postać otrzepując się
Hermiona popatrzyła do góry i zobaczyła...
-Malfoy! -krzyknęła zrywając się na równe nogi -można wiedzieć czemu mnie taranujesz?!
-Ja nic nie robię! To ty się na mnie pchasz, szlamo!
-nie mam teraz czasu na arystokratycznych dupków.- syknęła i wyminęła go.
Miała go kompletnie dość. Niestety dokładnie w momencie kiedy tleniony odwrócił się ze swoim złośliwym uśmieszkiem, pociąg zatrzymał się nagle i Smok dosłownie runął na Gryfonkę. Hermiona zdążyła tylko pisnąć i nagle w pociągu zgasło światło. Poczuła na sobie czyjeś ciało i wtedy nagle usłyszała "Lumos!" i cały przedział się rozświetlił. odwróciła minimalnie głowę i ujrzała twarz przerażonego Rona. Już chciała zapytać czy wie co się stało kiedy nagle zrozumiała na co patrzy się Ron z rozdziawionymi ustami. Bardzo, bardzo powoli odwróciła głowę i zabaczyła że dosłownie milimetr od jej twarzy znajduje się twarz Ślizgona. Mało tego leżała na jego ręce tak więc wyglądało to jakby się całowali. Natychmiast zrzuciła go z siebie i podbiegła do rudego.
-Ty...On...Wy...ale przecież...-Wiewiór nie mógł wydusić słowa
-Nie- ucięła krótko-spadł na mnie kiedy zgasło światło.
Nagle do Dracona doskoczyła Pansy i wepchnęła mu do ust kilka czekoladek.
-Pyszne prawda?- zaświergotała - sama zrobiłam
Dracon spojrzał na nią jak na wariatkę po czym wybałuszył oczy i spojrzał na Mionę.
-Co się tak gapisz?- Warknęła
Draco stał nadal z otwartymi ustami po czym wyszeptał
-kocham cię ponad życie
                                                                            ~
Liczę na to że się podoba :)