poniedziałek, 15 grudnia 2014

zakład cz.2

"Czy on powiedział...SKARBIE?! O nie, nie, nie. Hermiono Jean Granger! Zdecydowanie za dużo sobie wyobrażasz!" skarciła się w myślach szatynka.
-echem... Malfoy, to ja, Granger.-uświadomiła mu wciąż lekko zarumieniona.
-widzę, widzę kotku-powiedział blondyn i uśmiechnął się szelmowsko. Miał mało czasu, a więc trzeba postawić wszystko na jedną kartę.
Miona stanęła jak wryta. Kotku. Powiedział do niej kotku! To zdecydowanie nie jest normalne. - tak pomyślałaby Gryfonka kiedyś, ale dziś...dziś po prostu nie dowierzała swojemu szczęściu. Co z tego że się mną zabawi, a później rzuci! Co z tego, że to zupełnie "Nie Malfoy'owskie" zachowanie! Teraz chciała rozkoszować się tą chwilą, póki trwa.
-cześć- prawie szepnęła i zarumieniła się jeszcze bardziej. Czemu on musiał być taki cudowny?!
-co taka cicha, moja lwico?- mruknął jej do ucha, lekko muskając je ustami.Wstrząsnęło nią, i lekko się odsunęła. No co jak co, ale to już było dziwne!
-Co ty robisz, Draco? - oczywiście, najpierw powiedziała, potem pomyślała.
-Ja to co? - szepnął uwodzicielsko- Twój DRACO właśnie okazuje ci swą miłość.- powiedział z wyraźnym akcentem na swoje imię.
-lekko uśmiechnęła się zawstydzona. Jak mogła nazwać go Draco?! Przecież to Malfoy, Malfoy, Malfoy, Malfoy, Malfo...
-czy...czy ty powiedziałeś...?-sens jego słów powoli zaczął do niej docierać.
-tak.- uciął krótko i oschle, ale już po chwili stał tuż przy niej i lekko obejmował ją ramieniem.
-Powiedz mi, ślicznotko, od kiedy masz takie piękne usta...?- mruknął sam do siebie, ale słowa te do niej dotarły, i (znów) się zarumieniła. Powinna się opanować. W co on gra? No bo przecież to niemożliwe żeby...
a rozmyślań wyrwały ją jego usta. Nie mogła się poruszyć. Czy on ją właśnie pocałował?
Nagle ta scena przerwała się. Blondyn puścił ją i spojrzał jej prosto w oczy -Do zobaczenia na balu Bożonarodzeniowym- powiedział po czym odszedł.
Gryfonka powoli analizowała sytuację. Nie, to nie był pocałunek. On tylko lekko musnął jej warki. No ale zawsze coś...I co on powiedział? Do zobaczenia na Balu Bożonarodzeniowym? Przecież do niego zostały jeszcze ponad dwa tygodnie! No chyba, że tym chciał jej coś przekazać, na przykład...
-że chce iść ze mną na bal!-ostatnie zdanie nieświadomie powiedziała na głos, gdy nagle zza zakrętu wyłonił się Ron.
-Cześć, Miona! - zerwali ze sobą, ale nadal byli przyjaciółmi, ponieważ okazało się, że Ron udawał miłość żeby nie zrobić dziewczynie przykrości, a Hermiona udawała miłość aby nie robić przykrości Ronowi. Gdy wszystko się wydało, po prostu roześmiali się. Wiąż byli najlepszymi przyjaciółmi.
-o! e....cześć, Ron!- Odpowiedziała z lekkim opóźnieniem.
-Coś przed chwilą mówiłaś, że ktoś chce iść z tobą na Bal. O kogo chodzi? Czyżby o Harry'ego? - Zaśmiał się wesoło.
-Nie, no co ty- odruchowo sama się uśmiechnęła.
-A więc...?
-Oj, nie ważne- Zachichotała
-I tak się dowiem!- Pogroził i odeszli do dorminatorium. Dopiero przy portrecie Grubej Damy Szatynka przypomniała sobie o tym że jej patrol wciąż trwa, i zbiegła na dół. A przynajmniej chciała zbiec.
                                                                            *
Wiedział że musi udawać bardzo zakochanego, ale to nie było na jego siły. O Salzarze, jak on tej szlamy nienawidził! A kiedy palnął o tej miłości...Ledwo się powstrzymał od walnięcia tej Granger w twarz.
Jeszcze dwa tygodnie, mruczał pod nosem. Normalnie, powiedziałby Diabłowi żeby się wypchał z tym swoim zakładem, ale tu chodziło o sprawę honoru. Zakład to zakład. Tak jak dla Gryfonów rzeczą świętą jest przysięga, tak dla Ślizgonów - zakłady. Kopnął w fotel stojący obok niego, a ten przewrócił się z hukiem. Jeszcze przez chwilę w pokoju roznosiło się echo. Chyba nawet przez trochę zbyt długą chwilę. Wschłuchał się w ten głuchy łoskot. To już nie było echo. Stał tak jeszcze chwilę, gdy nagle ciszę przerwał przeraźliwy krzyk. Przeszedł go dreszcz. Znał ten głos bardzo dobrze. Bez chwili wahania wybiegł na korytarz, po czym popędził w stronę z której dochodził głos. Przez chwilę bał się o nią, ale nagle zatrzymał się. Po co ja biegnę po tą Granger?! Odpowiedź nasunęła się sama. Żeby pokazać że mu na niej "zależy". Zrobił jeszcze dwa kroki, ale potknął się o coś. Cudem utrzymał równowagę, i ze złością obejrzał się za siebie. Kto rozrzuca rzeczy tak gdzie popadnie. Nagle wyraz jego twarzy zmienił się diametralnie. Nie mógł się poruszyć. Tuż przed jego nogami leżała Hermiona z całkowicie zmasakrowaną głową. Parę kości wystawało na zewnątrz. W końcu zrozumiał że musi pójść po pomoc. Wybiegł na korytarz i prawie odrazu wpadł na profesor Mc'Gonnagal.
-pani... Profesor... Hermiona... Schody... Pomoc- wydyszał.
-Panie Malfoy, proszę się uspokoić i powiedzieć o co panu chodzi.
-nie ma czasu!- ślizgon pufnął niezadowolony, i pociągnął profesor za sobą. Gdy stanął Mc'Gonnagal spojrzała na niego oburzona.
-panie Malfoy! Cuż to za grubiańskie zacho...-zauważyła ją leżącą na ziemi.
- o mój Boże... Trzeba ją natychmiast zabrać do skrzydła szpitalnego!- wyjęła różdżkę i za pomocą zaklęcia podniosła ranną i zabrała ją do skrzydła. Przed drzwiami blondyn zawrócił w stronę swojego dormitorium. Po co miały tam siedzieć?
                                  *
po tygodniu Gryfonka w końcu wybudziła się ze śpiączki. Lekko uchyliła oczy, ale odrazu je zamknęła, ponieważ raziło ją światło. Jedyne co zdążyła zauważyć, to jasne bląd włosy.
-Draco- szepnęła. Postać odwróciła się i złapała ją za rękę.
-Mionko, wreszcie się obudziłaś.
-Ile byłam w śpiączce? - Zapytała z drżeniem serca.
-dwa tygodnie - powiedział, i owinął sobie jej loka dookoła palca. -Kocham cię, skarbie.
-ja ciebie też -ledwo wydusiła. Wszystko ją bolało. -Nie odchodź- jęknęła.
-nie zamierzam.
                                      ~
heeej! Gdzie się wszyscy podziali? Było was tak dużo, a teraz...?
~Monne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz