Do wszystkich którzy czytają tego bloga!
Bardzo, bardzo przepraszam za tak długą przerwę, ale nauki jest mnóstwo i naprawdę zapomniałam o tym blogu :( Obiecuję więcej takich przerw nie robić.
Rozdział z dedykacją dla Vanilli - dziękuje że pokazałaś mi że ktoś jeszcze czyta moje wpisy :3
~
Hermiona zamyślona weszła do Wielkiej Sali. Automatycznie podeszła do stołu Gryfonów, usiadła i zaczęła nakładać sobie potrawy, ponieważ spóźniła się już na przemowę dyrektora. Nagle z zamyślenia wyrwał ją czyjś głos.
-Hęmijooono! Gchę y łasz?!(Hermiono! Gdzie ty byłaś?!)- Prawie krzyknął do niej z zapchanymi ustami Ron.
-Ja...ten...trochę się...zagubiłam i...- Gryfonka była trochę zmieszana, ale szczęśliwa że chłopak się o nią martwi.
-Zresztą nieważne! Zobacz tam! - Wskazał na drugą stronę stołu Gryffindoru. - Widzisz tą laskę tam? Genialna nie?
Siedziała tam dziewczyna o długich, blond włosach i morskich oczach. Uśmiechała się do wszystkich życzliwie.
-Przyszła do Hogwaru dopiero w tym roku, ale jest od nas tylko rok młodsza. Jej rodzina przeprowadziła się tu z Holandii.
Brązowookiej ze złości w oczach pojawiły się łzy. Chodzą ze sobą dopiero od niedawna, a on już ogląda się za innymi! Wstała i ruszyła w stronę wyjścia.
-Herm! A ty dokąd?!
Odwróciła się z nadzieją że rudzielec zauważył jak chamsko się zachował, ale to tylko Harry odkleił się od Ginny i Patrzył na Mionę z wyraźnym zaniepokojeniem. Nawet po nim było widać jak bardzo zależy mu na przyjaciółce.
-Już się najadłam. - Gryfonka uśmiechnęła się delikatnie i wyszła z sali.
Niestety najwyraźniej nie było jej dane odpocząć chociaż chwilę.
-A ty dokąd?
Tak. To znowu on. Ten natrętny, egoistyczny, arystokratyczny i...zakochany w niej Malfoy. Miała już tego dość! Ślizgoni nie zakochują się w Gryfonkach! A już w szczególności on.
-Jak cudnie dziś pachniesz, aniele. Nowe perfumy?
-Och, weź daj mi spokój Malfo...-urwała.
Zapach. Coś jej zaczęło świtać.Eliksir który uwarzyła dla Pansy miał bardzo specyficzny zapach...a jeśli dobrze zapamiętała kolor...
-WIEM!!!!!- krzyknęła - To takie oczywiste! Jak mogłam na to nie wpaść wcześniej?!
Ślizgon zaskoczony odskoczył do tyłu, ale po chwili na jego twarzy znów pojawił się ten Ślizgoński uśmieszek. Charakter mu się nie zmienił, to było widać.
-Tak? Co znowu wiesz?
-Parkinson podała ci amortencję!
Ślizgon otworzył usta ze zdziwienia. Tak, to prawda. Ostatnio czół się trochę dziwnie...jakby coś w jego głowie krzyczało "Źle robisz! Obudź się!" Ale nie brał tego na poważnie. Przecież ona nie stała się tak nagle przepiękna. Była taka już od paru lat, a jej charakter podobał mu się od zawsze. Była wrażliwa, ale też ognista. Nie widział żadnej zmiany w swoich uczuciach.
-Chyba coś ci się pomieszało, ślicznotko. - Uśmiechnął się drwiąco.
-Nie będę na ciebie patrzeć, dopóki działanie się nieskończy! - powiedziała twardo i odeszła w stronę dorminatoriów.
Dracon pokręcił głową i mruknął
-Łamiesz mi serce...
~
Chyba troszeczkę dłużej, prawda ;) Tak, wiem. Króciutko jak zwykle, ale za to powracam do starego systemu. Rozdziały będą krótkie, ale częste, dlatego myślę że jest OK :)
Jak zawsze przypominam: Jak nie chcesz - nie pisz komentarza. Ale była bym bardzo wdzięczna. Jeśli coś ci się nie podoba (lub na odwrót ;) ) Proszę, poinformuj mnie o tym.
PS. Tak, miona już odkryła że Draco jest pod wpływem amortencji, ale to nie znaczy że uda jej się to zmienić...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz